BUŁGARIA - SŁONECZNY BRZEG - DIAMANT RESIDENCE

Jak co roku na początku stycznia zaczęliśmy planować wakacje. W związku z tym że co roku padało na latanie samolotem w tym roku postanowiliśmy wybrać się na wakacje samochodem. Od dawna wiedzieliśmy że kuzyn posiada prywatne apartamenty w Bułgarii więc pomyśleliśmy czemu nie :). Zebrała nas się piątka chętnych na tułaczkę przez 2119 km w jedną stronę :). Jak wiadomo można jechać na dwa sposoby, albo przez Rumunię ( jest krócej ale dłużej się jedzie ), lub przez Serbię ( jest dalej ale "teoretycznie" szybciej się jedzie ). My wybraliśmy trasę właśnie przez Serbię w którą wyruszyliśmy 7 lipca 2012r. o godz 7 rano. Z Piły wyruszyła nas czwórka ( Kinga, Edyta, Jacek i Grzegorz ). Nasze pierwsze miejsce docelowe to Jelenia Góra gdzie dosiadała się ostatnia uczestniczka ( Marzena ). Po zjedzeniu obiadu i wypiciu kawki ruszyliśmy w dalszą drogę przez Jakuszyce do Czech następnie do Słowacji i Węgry. Ta część trasy przebiegała naprawdę dobrze i szybko, kilometry mijały całkiem przyjemnie. W granicach godziny 24 zbliżaliśmy się do przejścia granicznego Węgry-Serbia. Tu właśnie zaczęła się nasza udręka - zobaczyliśmy tak wielki korek na przejściu granicznym jakiego nigdy nie widziałem. Po kilku minutach zorientowaliśmy się że większość ludzi przekraczających granicę to Turcy. Okazało się że w tym czasie mieli oni jakieś święto i wszyscy jechali do Turcji. Przekroczenie granicy zajęło nam około trzech godzin, no ale niema co się załamywać jechaliśmy przecież na super wakacje :). Po przejechaniu kilkudziesięciu kilometrów postanowiliśmy zrobić postój, zatrzymaliśmy się na jakiejś stacji benzynowej. Wszędzie było pełno Turków, spali na trawie, pod drzewami byli dosłownie wszędzie. Dziewczyny udały się za potrzebą do toalety na stacji, po chwili wróciły i powiedziały że nic z tego, w toaletach było tak brudno i śmierdząco. Nie będę powtarzał co nam opowiedziały, ale naprawdę wykonaliśmy jeszcze jedną próbę na innej stacji na której było jeszcze gorzej i od tego momentu przez całą Serbię za potrzebą stawaliśmy przy drodze. Zbliżając się do końca Serbii na autostradzie znów trafiliśmy na gigantyczny korek, z początku myśleliśmy że może był jakiś wypadek no bo niby skąd taki korek na środku autostrady. Okazało się jednak że był to gigantyczny korek do bramek przy wyjeździe z autostrady przez którego znów straciliśmy kilka godzin :(. Gdy w końcu udało nam się już zjechać z autostrady po kilku dziesięciu kilometrach ujrzeliśmy przejście graniczne Serbia - Bułgaria. Była to naprawdę ogromna radość dla nas wiedząc że za chwilę będziemy już w Bułgarii choć mimo wszystko do Słonecznego Brzegu mieliśmy jeszcze około 450 km. Po przekroczeniu granicy w końcu skorzystaliśmy z normalnej płatnej toalety, było tam naprawdę czysto w porównaniu do tego co widzieliśmy wcześniej na stacjach benzynowych. Ruszyliśmy w dalszą drogę która przebiegała już spokojnie i przyjemnie, choć muszę przyznać że pomimo jazdy na zmianę we dwójkę byliśmy już bardzo zmęczeni ( ze wstępnych wyliczeń na miejscu mieliśmy być około 13 a ostatecznie przez korki dotarliśmy dopiero na 21 wieczorem ). Po rozpakowaniu się i obejrzeniu apartamentu udaliśmy się w miasto chcąc coś zjeść, niestety było za późno na jedzenie więc wraz z Jackiem udaliśmy się do sklepu aby zakupić przynajmniej ich lokalne piwo "Zagorka". Usiedliśmy przy basenie i wypiliśmy po tejże Zagorce :), aby za chwilę udać się na zasłużony odpoczynek po tak wyczerpującej jeździe.



NASZA TRASA


Parę widoków z Serbii







Dzień pierwszy - słodkie leniuchowanie i zwiedzanie okolicy

Gdy rano wstaliśmy, ujrzeliśmy piękną pogodę, ciepłą i błękitną wodę w basenie, w tym momencie chyba wszyscy zapomnieliśmy już o mękach poprzednich dni. Zjedliśmy śniadanie po czym wraz z Jackiem udaliśmy się do banku aby wymienić trochę euro na ich walutę ( Lewy ), warto właśnie uczynić to w banku a nie w jakimś kantorze ponieważ bardzo łatwo możemy paść ofiarą oszustwa, musimy jednak pamiętać o zabraniu ze sobą dowodu osobistego. Po powrocie do hotelu udaliśmy się na basen, były to godziny przed południowe a słońce dawało już się we znaki.



Po słodkim leniuchowaniu udaliśmy się na pierwszy Bułgarski obiad, dosłownie kilka metrów od hotelu znajdowała się mała restauracyjka w której można dobrze i smacznie zjeść za około 7 lewów.

Przykładowe jedzenie





Po obiadku udaliśmy się w miasto obejrzeć pierwsze sklepiki z pamiątkami no i oczywiście zobaczyć plaże Morza Czarnego :)



Po powrocie do hotelu wieczorkiem tradycyjnie już spotkaliśmy się na leżakach aby obmyślić plan dnia następnego no i oczywiście popijać Zagorkę. 

Dzień drugi - odpoczywamy i planujemy wycieczkę

Kolejny dzień postanowiliśmy poświęcić również na leniuchowaniu przy basenie, piciu mrożonej kawy i oczywiście zimnych drinków :)



Dzień trzeci - wycieczka do Warny i Przylądek Kaliakra

Z samego rana zapakowaliśmy się do samochodu i udaliśmy się do Warny zobaczyć Delfinarium. Po około godzinie jazdy byliśmy na miejscu, okazało się że do występu delfinów mamy jeszcze ponad godzinę, więc udaliśmy się na plażę do której można zejść tylko dwiema drogami, muszę przyznać że piechotą do tego jeszcze w tak dużym upale jaki panuje w lipcu to naprawdę kawałek drogi dlatego polecam zjechać w dół samochodem. Po dotarciu na dół przeszliśmy wzdłuż plaży na której z wielką przyjemnością wypiliśmy mrożoną kawę :). Do oceanarium wracaliśmy tą drugą drogą która okazała się jeszcze dłuższa jak pierwsza co przyczyniło się że nie zdążyliśmy na przedstawienie delfinów. Do następnego występu była godzina, więc postanowiliśmy już nigdzie się nie ruszać i spokojnie zaczekać przy delfinarium. Pokaz był naprawdę fajny, moim zdaniem to obowiązkowy punkt na mapie zwiedzając Bułgarię.




Plaża w Warnie 


Delfinarium

 


Ruszyliśmy w dalszą drogę do miejscowości Bałczik oddalonym o kilka kilometrów od Warny, gdzie znajduje się przepiękny ogród botaniczny. Znajduje się on w sumie już na wyjeździe z miasta, ale nie sposób go przejechać. Auto musimy zostawić na górze i zejść malutkim deptakiem na którym po obu stronach znajdują się sklepiki z pamiątkami. Wejście do ogrodu jest płatne i kosztuje około 5 euro za osobę, warto jednak zapłacić i zwiedzić go całego co zajmie nam około dwóch godzin. 






Ruszyliśmy w dalszą drogę do przylądku Kaliakra, muszę przyznać że był to bardzo dobry pomysł aby być tam już pod koniec dnia, my trafiliśmy akurat na zachód słońca i widoki były naprawdę niesamowite. Wjazd na sam cypel jest płatny ale była to jakaś symboliczna kwota o ile dobrze pamiętam było to 3 lewa ( ok 6 zł ). Przylądek Kaliakra to najdalej wysunięta część Bułgarii w morze. Wjeżdżając na przylądek miniemy bramę 40 dziewic, które według legendy, rzuciły się z klifu do morza, by nie wpaść w ręce tureckich żołnierzy. Klif to wielowarstwowy  piaskowiec, który mieni się różnymi odcieniami czerwonego koloru, do tego piękne błękitne laguny u podnóża i naprawdę duże szanse na zobaczenie delfinów, które lubią podpływać pod skały, my właśnie mieliśmy to szczęście i mogliśmy przyglądać się delfinom pływającym na wolności.











Dzień Czwarty - zwiedzamy pobliską plażę

Jako że plaża która znajdowała się niedaleko naszego hotelu zbytnio nie przypadła nam do gustu postanowiliśmy wybrać się na plaże oddaloną o jakieś półtora kilometra i muszę przyznać że warto było. Plaża ta jest dużo szersza, ładniejsza poza zwykłymi leżakami można również wykupić sobie nazwijmy to domkami ze słomianymi dachami ( koszt to 40 lewa za cały dzień a nasza piątka spokojnie się tam mieściła ). Dla chcących wrażeń znajduje się tam dużo miejsc gdzie można popływać np. na bananie czy wypożyczyć skuter.





 Dzień piąty - Nessebar
 
 Nessebar to stare, zabytkowe miasto położone na wybrzeżu Morza Czarnego, które często nazywane jest perłą Morza Czarnego. Ze względu na swoją wyjątkową wartość historyczną, miasto zostało w 1983 roku wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO.
Stara, zabytkowa część położona jest na półwyspie, który został połączony ze stałym lądem wąskim pasem lądu, utworzonym przez ludzi.
Wszystko było by naprawdę super gdyby nie fakt, że po wejściu do starej części miasta wszędzie dookoła  mamy tam pełno sklepików, które tak naprawdę zakrywają piękno tego starego miasteczka, choć muszę przyznać że i tak wygląda urokliwie. Myślę że wycieczka do Nessebar powinna znaleźć  się w planach każdego kto spędza wakacje w  Bułgarii.








Dzień Szósty - rozrywkowa część Słonecznego Brzegu
Apartament Diamant Residence znajduje się z dala od najbardziej rozrywkowej części Słonecznego Brzegu i muszę przyznać, że to bardzo dobrze gdyż dostanie się do świata jednej wielkiej imprezy to koszt jakiś 6 zł. Praktycznie spod samego apartamentu odjeżdżają małe ciuchcie w każdym kierunku, jak i do części rozrywkowej miasta. Po dojechaniu do celu zauważamy dookoła pełno klubów, tańczące pół nagie dziewczyny zapraszające nas do środka. Bardzo modne są u nich tak zwane "Happy Hours" oznaczają one że kupując jednego drinka drugiego mamy gratis. Jak wiadomo nikt nic za darmo nie daje :) drinki te są tak słabe, czasem wydawało mi się że alkohol dzielony jest na dwie szklanki :). My zdecydowaliśmy się na drinki Long, czyli pięciolitrowy drink który był robiony na naszych oczach. Jeśli jednak ktoś nie jest zwolennikiem imprezowania to i tak powinien się tam wybrać choćby poszukać sobie pamiątek gdyż jest tam naprawdę mnóstwo sklepików z pamiątkami jak i z podróbkami wszystkich możliwych marek.









Dzień Siódmy - wycieczka do Pomorie

Samo miasteczko jako miasteczko nie posiada wielu zabytków czy atrakcji, to spokojna mieścina, która słynie z rybołówstwa, można zatem zjeść tam wszystkie możliwe skarby Morza Czarnego. Po degustacji rybnej poszliśmy na spacer po okolicy i grzecznie wróciliśmy do apartamentu.










Dzień Ósmy - wycieczka do Sozopolu i Tsareva

Każdy kto spędza urlop w Bułgarii musi tam pojechać sam Sozopol naprawdę jest piękny, znajduje się tam mały port i piękna muszelkowa plaża. 











 







Dzień Dziewiąty - Robimy sobie pamiątkę :)
Jedno wiemy na pewno jeśli ktoś z Was zamierza zrobić sobie tatuaż to polecamy zrobić to właśnie na wakacjach w Bułgarii są dużo tańsze niż w polsce. My właśnie tak uczyniliśmy, zjedliśmy obiad, wypiliśmy po zimnym piwku i udaliśmy do studia tatuażu.





Dzień Dziesiąty - Istne Szaleństwo
Okazuje się że nie tylko tatuaże są tańsze, sporty wodne również. My postanowiliśmy polatać i zobaczyć Bułgarię z góry :)





 
 To tyle jeśli chodzi o Nasz wyjzad i z czystym sumieniem możemy polecić urlop w słonecznej Bułgarii a do tego póki co to naprawdę jedne z tańszych miejsc w którym można zarówno wiele zobaczyć jak i naprawdę odpocząć i dobrze zabawić się :)

Już niedługo relacja z kolejnej greckiej wyspy - ZAKYNTHOS :) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz