W styczniu 2009r - zaraz po nowym roku - wraz ze znajomymi wybraliśmy się do biura podróży Scan Holiday - pełni humoru i blasku w oczach wysłuchiwaliśmy ofert, które nam Pani przedstawiała - po wielu rozmowach padło na TUNEZJĘ.
Wybraliśmy Tunezję, miejsce o którym wiele słyszeliśmy, widzieliśmy zdjęcia z pobytu znajomych - planowany wylot to wrzesień 2009 - jak nam się dłużyło te 9 miesięcy. W końcu planowaliśmy urlop w kraju arabskim leżącym w północnej Afryce nad morzem śródziemnym!!!!!!!!!! Ale radocha :)
Na początek może trochę o samym miescie.
Hammamet to jeden z najpopularniejszych kurortów w Tunezji. W latach 20. XX wieku rumuński milioner wybudował tu sobie wspaniałą willę, a miasteczko zaczęło być odwiedzane przez bogatych Europejczyków. Dziś stoi tutaj ponad 100 hoteli!
Mniej więcej 10km od centrum znajduje się najmłodsza część miasta (Hammamet - Yasmine), składająca się właściwie wyłącznie z hoteli. Wzdłuż plaży biegnie szeroki deptak - Bulwar 7 listopada 1987 roku. Nazwa upamiętnia datę bezkrwawego przewrotu w wyniku którego Tunezją zaczął rządzić drugi w historii kraju prezydent Zin Al-Abidin Ben Ali.
Zaraz na początku bulwaru znajduje się poczta, bank, bankomaty i najtańszy sklep spożywczy w okolicy, a jednocześnie jedyny, w którym można kupić alkohol. Trochę dalej jest wesołe miasteczko i taka mini medina wybudowana kilka lat temu na potrzeby turystów. Są tu urocze knajpki, sklepy z pamiątkami, wielbłądy z którymi można sobie zrobić zdjęcie i wiele innych atrakcji. Wszystko po to żebyśmy nie musieli się fatygować do centrum.
Dzień Pierwszy - Wylot z Poznania :)
Czas aby poznać się bliżej :) - od lewej to właśnie ja Kinga - w środku moja psiapsióła również Kinga - po prawej Marcin - no i moja połówka Grzegorz którego nie widać ( bo ktoś musiał zrobić nam to zdjęcie ).
Z poznania wylecieliśmy o 8:15 - start był niesamowity :) - podczas lotu dostaliśmy śniadanie, jak i również wypełniliśmy wizy, a po około dwóch godzinach lądowaliśmy na lotnisku w Monastir.
Jako że był to nasz pierwszy lot i bycie w obcym kraju, na początku czuliśmy się trochę zagubieni :) - szybko jednak przeszliśmy przez odprawę odebraliśmy bagaże i udaliśmy się do autokaru. Przed nami była jeszcze ponad godzina jazdy do naszego hotelu. Pani rezydentka po drodze wyjaśniła nam dużo rzeczy, jak i udzieliła kilku wskazówek na co trzeba uważać, aby nic nie zakłóciło nam wypoczynku.Waluta w Tunezji to Dinary, kupić je można w kantorze hotelowym ( odradzam szukanie innych kantorów bo tam przelicznik jest ostro zaniżony ). Zresztą wymieniając walutę w kantorze hotelowym podaje się nr pokoju, a przy wyjeździe na lotnisku z takim kwitkiem wymienia się ją z powrotem na dolary czy euro, ponieważ nie wolno wywozić ich waluty poza granicę kraju.
Widoki jakie mijaliśmy po drodze do Hotelu
Gdy wykupywaliśmy wycieczkę nasz hotel nazywał się EL MOURADI EL MENZAH, hotel ten podzielony był jakby na dwie części - jedna z nich to opcja 4-gwiazdkowa, a druga pięcio. Jednak w między czasie obie te części połączono w jedną całość i w tej chwili hotel ten nosi nazwę EL MOURADI RESORT. Gdy dojechaliśmy na miejsce wysadzono nas pod częścią 5-gwiazdkową - na początku nie wiedzieliśmy co jest grane i myśleliśmy że to pomyłka. Po czym poinformowano nas o tej zmianie i tak trafiliśmy do części 5-gwiazdkowej za cenę czterech gwiazdek :)))). Musimy przyznać że zarówno jedna jak i druga część hotelu nie odbiegały od siebie prawie niczym. Po wypełnieniu kart hotelowych trafiliśmy do swoich pokoi - w pokoju była klimatyzacja, tv, sejf i lodówka w cenie . Sprzątane mieliśmy codziennie ( jednak pewnego dnia nie mieliśmy drobnych i nie zostawiając dinara, nasz barek był nie uzupełniony w napoje, dlatego warto za każdym razem zostawić coś dla Pań sprzątających ). Po włączeniu klimatyzacji okazało się, że cieknie z niej woda - jednak po zgłoszeniu usterki w ciągu godziny mieliśmy ją naprawioną :). Obsługa hotelowa była bardzo miła, a pracownicy recepcji zawsze służyli pomocą. W hotelu znajdowały się dwie restauracje główne w których podawano posiłki, w trzeciej można było zamówić sobie stolik i wymyślne jedzenie - w czwartej zjeść pizzę, albo hamburgera. W hotelu znajduje się również dyskoteka, miejsce do palenia sziszy, jak i kącik z dostępem do internetu. Kolejną częścią hotelu był Bar czynny od rana do godziny 24, można było napić się tam regionalnych alkoholi, lub zamówić sobie super kolorowe drinki, bądź zwyczajnie napić się kawy lub czekolady ( polecam czekoladę bo była przepyszna ). Również przy basenach znajdował się Bar w którym serwowano piwo, soki ze świeżo wyciśniętych owoców i inne specjały :). Jeśli chodzi o jedzenie to muszę przyznać, że było w czym wybierać, co dziennie było coś nowego i raczej się nie powtarzało, do tego zawsze lody, świeże owoce, ciasta na deser ( jednak bardzo słodkie ).
Pierwszy dzień bardzo szybko nam zleciał, po zjedzeniu czegoś poszliśmy na basem trochę się popluskaliśmy, później kolacja, a po kolacji nastąpiła degustacja lokalnej wódki figowej potocznie zwaną BUCHĄ :)
Kilka zdjęć hotelu :)
Dzień Drugi - Poznawanie okolicy
Zaczynamy urlop na całego :)
Po śniadaniu udaliśmy się do pokoi po ręczniki, olejki do opalania i wylądowaliśmy przy jednym z basenów - a było ich w sumie trzy plus brodzik dla dzieci. Dwa z nich były z wodą słodką a trzeci z morską :). My jednak wybraliśmy ze słodką, ponieważ morska woda jest tam tak słona że po wyjściu z niego i obeschnięciu cali się kleiliśmy od soli. Do obiadu spędziliśmy czas przy basenie, a później udaliśmy się nad morze - do morza mieliśmy tyle co przejść przez ulicę - na plaży hotelowej czekały na nas parasole i leżaki w cenie - jak i bar z napojami - i o dziwo strażnik dbający o nasze bezpieczeństwo :). Po chwili jednak zechcieliśmy zaszaleć i polatać na spadochronie za motorówką - okazało się jednak ze jest już za późno i mogliśmy popływać na małym "pontoniku" za motorówką :) - zabawa była super!!!!. Panowie pomogli nam pozakładać kamizelki ratunkowe i po chwili byliśmy już w naszym "maleńkim pontoniku" :). Gdy motorówka przyśpieszyła okazało się że to wcale nie taki LAJCIK - hihi, a prędkości momentami były dość spore, szczególnie można było to odczuć na zakrętach.
Kilka fotek z naszej zabawy:)
Po naszej zabawie udaliśmy się do hotelu, aby przebrać się i ruszyliśmy w miasto. Po drodze mijaliśmy mnóstwo sklepików, do kilku nawet weszliśmy, aby zorientować się co można u nich kupić - i tak Tunezja zawalona jest wszelkimi podróbkami markowych rzeczy poczynając od Nike czy Adidasa po Dolce Gabbana i Chanel - mnóstwo butów, torebek, portfeli czy okularów. No i niestety uciążliwe jest to ich nagabywanie do tego aby wejść do ich sklepu i coś kupić. Do tego co chwilę podbiegają mali chłopcy i wręczają małe gałązki jaśminu, i to było by miłe gdyby po chwili nie prosili o jednego dinara. Już w pierwszych sklepach otrzymaliśmy nowe przezwiska - ja byłam teraz jamajką, koleżanka shakirą - panowie natomiast gargamelem i baba jagą :). Nie wiem jak oni to robią ale od razu zgadują skąd jesteś i mówią : "Polska - Polska dobra turista - choć mam dla ciebie super price".
Rzeczy które warto kupić w Tunezji to na pewno oliwa z oliwek, pasta chili uważana przez nich jako lek na potencje
( tunezyjczycy potrafią smarować sobie chleb tą pastą zamiast masła ), chałwę ( mają bardzo duży wybór ) no i może jakiś ich alkohol.
Zdjęcia okolicy z naszej wycieczki
I tak zakończył się nasz drugi dzień pobytu - oczywiście wieczorkiem poszliśmy sobie do baru i wypiliśmy parę drinków :)
- jak szaleć to szaleć. Co wieczór odbywały się przeróżne przedstawienia animatorów, więc obejrzeliśmy je i poszliśmy lulu, aby mieć siłę na kolejny dzień.
Dzień trzeci - Wyprawa na Medynę
Poranek trzeciego dnia okazał się nie zbyt piękny, za oknem padał deszcz :( - i tu chcielibyśmy odradzić Wam wyjazd do Tunezji w drugiej połowie września ( no chyba że komuś nie zależy tylko na słońcu ) bo deszcze mogą zdarzać się dość często, choć pada np. przez godzinę a za chwilę znów wychodzi słońce - ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Skoro pogoda spłatała nam figla, postanowiliśmy wybrać się na Medynę kupić parę suwenirów. Nie jest to taka prawdziwa medyna - zrobiona jest typowo pod turystów. Gdyby ktoś jednak chciał zobaczyć prawdziwą medynę to może wybrać się taksówką do centrum Hammametu - jeśli chodzi o taksówkę to jest to jeden z tańszych środków transportu. Zanim jednak wsiądziemy do taksówki musimy z góry ustalić cenę i oczywiście targować się ( jeśli stargujemy cenę do 4-5 dinarów to będzie to dobra cena za kurs ). Będąc już na medynie musimy uważać na portfele, aparaty czy kamery ( między innymi nie poszliśmy na prawdziwą medynę, rezydentka opowiadała nam iż bywają sytuację wciągnięcia turysty w ciemny zaułek i pozbawienie go wszelkich cennych rzeczy ). Wracając do medyny turystycznej i tak nie jest łatwo - każdy chce nam coś sprzedać - każdy ma super cenę - bywają również sytuacje, że sprzedawca chwyta nas za rękę i wciąga do sklepu. Jeśli już zdecydujemy się na zakup jakiegoś towaru pamiętajmy o targowaniu się - jeśli chcemy kupić np. zegarek i sprzedawca mówi nam ceną 80 dinarów to musimy ją zbić do około połowy tej ceny. Tak było właśnie w naszym przypadku - mi i koleżance spodobały się zegarki - targowałyśmy się jak tylko można było i na koniec za 120 dinarów kupiłyśmy zegarki dla siebie jak i dla naszych panów :)
Kadry z okolic i samej Medyny
Jak już wcześniej wspominaliśmy pogoda potrafi być zaskakująca - wracając z medyny i naszych wielkich zakupów znów na niebie świeciło słońce - po zjedzeniu obiadu wybraliśmy się nad morze. Dość mocno wiał wiatr i fale były w sam raz do szaleństwa w wodzie. Zabawa była super a i dość śmieszna, gdyż każda kolejna fala ściągała z nas staniki i kąpielówki
- a ile napiliśmy się tej słonej wody :)
Zobaczcie sami jak to wyglądało :)
Dzień Czwarty - czyli słodkie leniuchowanie przy basenie :)
Dzień Piąty - Wielka Przejażdżka Quadami
Dzień Szósty - Wycieczka do Koloseum Ej Jem
Jednym z najcenniejszych obiektów, nazywanym perłą tunezyjskich zabytków jest Koloseum w El-Jem. Jest to największa atrakcja miasta wzniesiona z inicjatywy cesarza Gordiana w III wieku. Po Koloseum w Rzymie i Kapui jest to największy i najlepiej zachowany obiekt tego typu. Jego wymiary są imponujące: 149 metrów długości, 124 metry szerokości, 36 metrów wysokości. W czasach świetności mógł pomieścić widownię liczącą 30 tys. ludzi! Jedna ze ścian nie przetrwała do czasów obecnych. Nie jest to jednak efekt upływającego czasu. Ścianę koloseum zburzono w 1695 roku, gdy spróbowano odkryć kryjówkę dysydentów przeciwko Osmanom.
Oprócz Koloseum w El Jem można zwiedzić również ruiny domu Afrykańskiego i muzeum mozaiki.
Dzień Siódmy - Wracamy do Polski :(
Tym ostatnim zdjęciem chcemy się pożegnać z Tunezją - jednak na pewno tam wrócimy :)
Już wkrótce relacja z wyjazdu na Kretę :)
Ten dzień postanowiliśmy poświęcić tylko na lenistwie - przed śniadaniem zajęliśmy sobie leżaki i po zjedzeniu czegoś leżeliśmy już plackiem wygrzewając się w słońcu :) - jednak przy takim upale nie da się za długo wyleżeć więc co chwilę pluskaliśmy się w basenie popijając pyszne drinki :), a w między czasie zapisaliśmy się na jazdę quadami po Tunezyjskich bezdrożach. W tym dniu my skorzystałyśmy również z aqua aerobiku, który zresztą był codziennie, ale jeśli ktoś miał ochotę to mógł pograć w siatkówkę wodną czy porzucać lotkami.
Słodkie lenistwo :)
Pod koniec dnia postanowiliśmy wybrać się na spacer uliczkami Hammametu i wydać trochę dinarów :)
Dzień Piąty - Wielka Przejażdżka Quadami
O godzinie 9 rano nastąpiła zbiórka wsiedliśmy do autokaru hotelowego i wyjechaliśmy za miasto - po kilku minutach dojechaliśmy na miejsce, gdzie czekały na nas nasze pojazdy :) - w tym miejscu chcielibyśmy polecić Wam wykupywanie takich zabaw w hotelu a nie na ulicy ( po mimo że są tańsze, ale nie zawsze bezpieczniejsze ) - po krótkim wytłumaczeniu nam jak obsługiwać nasze "MASZYNY" ruszyliśmy w drogę - po chwili okazało się że jeździmy po starym poligonie na którym stały stare wraki czołgów i innych pojazdów. Jazda była naprawdę super i polecamy ją każdemu kto odwiedzi Tunezję - naprawdę przepiękne widoki. Proponujemy wziąć ze sobą również zapas picia - co prawda w drodze powrotnej zatrzymaliśmy się w przydrożnym sklepie, ale za butelkę coca-coli trzeba tam słono zapłacić.
No to jazda - Yupi !!!
Po powrocie zjedliśmy obiad i poszliśmy na ostanie plażowanie nad morzem.
Dzień Szósty - Wycieczka do Koloseum Ej Jem
Jednym z najcenniejszych obiektów, nazywanym perłą tunezyjskich zabytków jest Koloseum w El-Jem. Jest to największa atrakcja miasta wzniesiona z inicjatywy cesarza Gordiana w III wieku. Po Koloseum w Rzymie i Kapui jest to największy i najlepiej zachowany obiekt tego typu. Jego wymiary są imponujące: 149 metrów długości, 124 metry szerokości, 36 metrów wysokości. W czasach świetności mógł pomieścić widownię liczącą 30 tys. ludzi! Jedna ze ścian nie przetrwała do czasów obecnych. Nie jest to jednak efekt upływającego czasu. Ścianę koloseum zburzono w 1695 roku, gdy spróbowano odkryć kryjówkę dysydentów przeciwko Osmanom.
Oprócz Koloseum w El Jem można zwiedzić również ruiny domu Afrykańskiego i muzeum mozaiki.
Tym ostatnim zdjęciem chcemy się pożegnać z Tunezją - jednak na pewno tam wrócimy :)
Już wkrótce relacja z wyjazdu na Kretę :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz